czwartek, 25 czerwca 2009

coś tu dam

no co, żyje sie dalej, parę dni po tym, jak się dowiedziałem, że ojebałem, poszedłem do siwej z olką dowiadywać się, co zrobic, jak się nie zdało. no to kazali nam od podstaw skleić podanie normalnie i przynieść. wiec co, nie będę zwlekał, poszliśmy do babki, napisaliśmy to, zanieśliśmy i odebrała to ode mnie sama dyrektorka i mi mówi, że ok, za tydzień mam się wyświetlić, to będzie ODPOWIEDŹ. se myślę - 'świetnie kurwa, to mogą mnie w ogóle nie przyjąć?', ale chuj, w sumie dzięki niezręcznemu fo pa w barze z córką dyrektorki (siedziała se, jak tłumaczyłem matce, co z tymi podaniami, i że TA BARANOWSKA, i dopiero fleszbek (i maska zrzedła mi, mógłbym przysiąc), że ta baranowska to jej matka) udało się to przyspieszyć bez biegania i już wiem, że mnie przyjęli do klasy 2J;

poza tym, chyba jako jedyny z klasy, z tych, co nie zdali, poszedłem na zakończenie, bo chciałem oblukać tą siwą, a tam jak w jakichś lochach klimat, coś jak nasz (srasz) internat, chujowo tam deko;

dzień po zakończeniu była już robota w sadzie, wiec wakacji nie odczułem prawie, nie jest to jakieś mega męczące, ale 10h tam siedzieć wśród tych chamów i zjebów, to trochę hardkor jak na moją zjebo-tolerancję, ale co pan zrobisz. w poniedziałek za to nie było, bo pizgało deszczem mega, napięte stosunki rano z wszystkimi (nie, ze poligamia), rowery i takie tam. w sumie tylko w sobote i wtorek była robota dopiero, a po wtorku zrobili przerwę, bo jakaśtam wega ma dojrzeć, nie wiem, czy chodzi o jakąś typiare, czy o co. dobrze, że mi w ten wtorek nie przywieźli kompa do babki, bo mieli to zrobić, wkurwiłbym sie pewnie;

i se tak od wtorku siedzę, wczo byłem u olki, oglądaliśmy dzień świra, stary do mnie dzwonił, dostałem sraczki, przez to myślalem, że sie spóźniłem na pks i w sumie przez to nie wydałem ani grosza na przejazd, bo pojechałem do soko na stopa z jakimś ruskiem na niemieckich blachach, który chciał mnie wieźć do terespola i siemiatycz i nie mógł skumać, że chcę wysiąść w sokołowie, ale zdążyłem i pojechałem tym 16:15, a wieczorem wypiłem se 4 bro, łaziłem se sam po jbl i sączyłem. hardkor z moim metabolizmem, bo rano dostałem jakiejś jebanej migreny i rzygania, ale przeszło jakoś;

tera se odpoczne chwile, mógłby typ od czereśni jeszcze z pare dni nie dzwonić, byłoby git. aha, i zapomnialem wspomnieć, że mam zajawke na rapy i bity, tylko nie ma tego, kogo trzeba, wiadomo, standard
elo

6 komentarzy:

mick pisze...

hardkorofo

Skibaz pisze...

ok, a kim ty se jestes?

mick pisze...

Żurom

Skibaz pisze...

rzórą przeciw hiphopowym rurą

mick pisze...

xD

eNoiDe pisze...

Dobry wpis ty